Niech to Lisioł. Kronika śmierci w górach.
Niech to Lisioł. Kronika śmierci w górach.
Lisioł musi przyznać, że bardzo lubi góry. Chętnie tupta łatwymi trasami, najlepiej pozbawionymi rzeszy turystów. Jak się okazało, Lisioł ma nosa do takich spraw, omijając gigantyczne kolejki w Tatrach. „Niech to szlak. Kronika śmierci w górach” autorstwa Bartłomieja Kurasia porusza sprawę masowej turystyki w Tatrach. Lisioł nie raz pukał się w łebek, widząc panie w szpilkach czy turystów, którzy na dźwięk grzmotów, stwierdzają: „A wejdźmy jeszcze wyżej”. Lisioł nawet po sake by czegoś takiego nie zrobił. Czyste szaleństwo.
Łatwo zapomnieć o tym, że ratownicy pracują nie tylko w górach, ale też w jaskiniach. Futrzak musiał przeciskać się za nimi przez wąskie przejścia, zjeżdżać na linie i trząsł się z zimna pomimo futerka. Gdy grotołaz utknie, może liczyć tylko na ratowników. Nierzadko akcje w takich miejscach trwają wiele godzin, a nawet dni. Czasem udaje się jedynie wydobyć ciało na powierzchnię. Lisioła bardzo frustruje, kiedy po takim wysiłku, ktoś składa zawiadomienie do prokuratury, że można było akcje przeprowadzić lepiej. Toż to nawet pisku niewarte!
Rozdział poświęcony zagadkowym śmierciom w górach to prawdziwa gratka, zwłaszcza dla fanów kryminałów. Często są to sprawy tajemnicze, które wciąż nie znalazły swojego rozwiązania. Lisioł aż łapki zacierał z ciekawości, snując własne teorie pod noskiem.
Jeszcze bardziej sfrustrowały Lisioła rozdziały poświęcone spotkaniom ludzi ze zwierzętami, z czego zwierzęta zawsze wychodziły na tym gorzej. Jak można zamordować małego niedźwiadka i jeszcze oczekiwać za to poklasku, czy też uprawiać kłusownictwo? Lisioł aż robi się czerwony ze złości, jak o tym pomyśli. Trzeba przyznać, że TOPR nie ma lekko, pracując z takimi wybitnymi okazami inteligencji. A podobno homo jest sapiens, podobno.
Podsumowując, książka ma znamiona
reportażu pisanego bardzo lekkim, przystępnym językiem. Wchłania się ją z
miejsca. W dodatku tematyka jest wyjątkowo ciekawa, chociaż Lisioł nie raz
łapał się za łebek – jak wtedy gdy turyści pomylili niedźwiedzia z jeleniem i
wleźli na drzewo. Czysty absurd.

Komentarze
Prześlij komentarz