Posty

Neva

Obraz
Neva Lisioł nie jest wielkim fanem dwuwymiarowych platformówek, ale jak tylko zobaczył taę okładkę, to musiał grę postawić na półce. Jak możecie się domyślić, chodzi o białe zwierzę, które ostatecznie okazuje się wilkiem o imieniu Neva. Mimo wszystko fakt, że można wilczka głaskać, jest zajebisty. Gra studia Nomad przede wszystkim jest grą zręcznościową z zagadkami logicznymi. Mamy eksploracje, współpracę pomiędzy bohaterką Albą a Nevą, zbieranie przedmiotów, unikanie pułapek, walkę z wrogami, etc. Głównym zadaniem gracza jest powstrzymanie zarazy zjadającej las oraz mieszkające w nim stworzenia. Trzeba przyznać, że czasem jest to prezentowane bardzo emm… bezpośrednio np. gdy truchła ożywają. Ma to swój klimat, ale gra wizualnie nie jest skomplikowana. Jeśli chodzi o sterowanie. Alba walczy mieczem, czyli mamy jeden guzik. Od skoku drugi. Trzeci od pchnięcia, żeby polecieć dalej, czwarty od wołania Nevy – na późniejszych etapach również do walki z pomocą wilka. I to byłoby ...

Lisi wchód bez zasłony

Obraz
Lisi wchód bez zasłony Lisioł z przyjemnością zanurzył się w książkę „Bliski Wschód bez zasłony. W cieniu konfliktów i globalnego chaosu”, w której Blanka Dżugaj rozmawia z Jerzym Zdanowskim i Michałem Lipą na temat Bliskiego Wschodu. Temat jest ostatnio bardzo gorący, więc i niezwykle ciekawy. Książka jest podzielona tematycznie na dziesięć rozdziałów – od różnorodności kulturowej do sprawy Iranu i Gazy. Mamy więc zażartą dyskusję na temat fushy, czyli klasycznej arabszczyzny oraz zakresu jej użytkowania, jak i sprawy bardzo współczesne. Któż by pomyślał, że struktury plemienne wciąż są aktualne? Otóż w krajach Bliskiego Wschodu jak najbardziej. Tamtejsze „od kogo jesteście” szybko zintegrowało się z państwowością. Zwłaszcza w miejscach, gdzie administracja, system szkolnictwa oraz opieka zdrowotna nie działa, jak należy. Wtedy system plemienny wraca z pełną mocą. Ciekawe prawda? Przejdźmy dalej. Izrael *pisnął Lisioł, po czym powiódł poważnym wzrokiem dookoła*. Państwo ...

Kulinarne Lisioły tom 16

Obraz
    Kulinarne Lisioły tom 16 Trwa szkolny festiwal księżycowy a Yukihura uparł się, że pokona Kugę w jego własnej grze. Lisioł zasłonił łapkami oczy, piszcząc: niedobrze. Zwłaszcza że Soma jest zupełnie na minusie! W dodatku wpada na szalony pomysł – zamierza walczyć z kuchnią syczuańską i jej Mapo Tofu za pomocą… swojej wersji Mapo Tofu! Czy makaron i klopsik z niespodzianką są w stanie dokonać cudu? Lisioł zajrzał też do restauracji Tsukasy, pierwszego krzesła szkoły na jesienną symfonię składników. Futrzak musi przyznać, że facet wygląda na pewnego siebie, ale w rzeczywistości jest perfekcjonistą do granic. Jego pytania o temperaturę całkiem wybiły Lisioła z marzeń o szamaniu. I już po zachwycie krewetkowym. Dobrze, że posiłek jest chociaż dziewięciodaniowy. Największą niespodzianką tego tomu jest pojawienie się ojca Eriny o licu gładkim i cerze godnej wampira. Strasznie Lisioła ta gęba bawi! Gorzej, że jego wpływ na Erinę jest ogromny, a przy tym mocno negaty...

Siedem Lisiołów

Obraz
  Siedem Lisiołów Siedem bezimiennych osób. Trzy opowieści. Jeden Lisioł (z jedną butelką w łapce) Tak wygląda początek książki „Siedem Mieczy” Anthony’ego Ryana, grupa nieznajomych zbiera się w celu odbycia pielgrzymki przez krainę wypaczoną przez oszalałego boga. Na dodatek podróż zaczynamy w towarzystwie wyjątkowo sprawnego i dobrze obeznanego w świecie wojownika oraz jego mówiącego miecza. Takiego, który cały czas mówi o pragnieniu, a Lisioł jest pewien, że miecz nie uspokoi się po butelce sake. Jak widać, towarzystwo doborowe. Jak zatem przebiega sama pielgrzymka? Lisioł musi Wam pisnąć na początku, że książka składa się z trzech nowel, które łączy wspólny świat, motyw przewodni oraz pewne postaci – które, tego Lisioł nie zdradzi. Nie jest to typowy zbiór opowiadań, więc fabuła ma się gdzie rozpędzić, ale każda przygoda to około 140 stron zabawy. Tak, przygody, bo czego tu nie brakuje? Każdy rozdział to jakiś pościg, walka, unikanie nietoperzy, nieumarłych, wspinanie...

Lisia gorączka

Obraz
Lisia gorączka „ Słowiańska gorączka. Moda, mistyka i mistyfikacje XIX wieku” pióra Aleksandry Seligi – jakże Lisioł miał przejść obojętnie koło takiej książki?! XVIII wiek jest pełen idealizmu, bo jak inaczej określić tezę, że Słowianie byli miłym, szczęśliwym narodem, spokojnych rolników, obcujących z naturą. Biegali nago po trawie i gonili motylki. To równie prawdziwe, jak pomysł o starożytnych Hindusach, którzy stworzyli język polski. Lisioł z dziką fascynacją przeczytał, jakby Słowianie szanowali Lelum Polelum, a także Ssetek. Ewidentnie autor Benedykt Chmielowski musiał wypić wiele setek, by dojść do takich wniosków. Nie tylko on. Teoria Gottfrieda Herdera o Słowianach miłujących pokój, owce i drzewa, nieznających wojaczki, niesamowicie Lisioła rozbawiła. Zwłaszcza elementy związane z romantycznym mesjanizmem, czyli obudzeniem się ze snu Słowian, którzy poprowadzą Europę w stronę pacyfizmu. Zważywszy na to, że Słowianie słynęli z targów niewolników i chętnie sprzedawali...