Miasto Lisiołów

Miasto Lisiołów

Koty. Lisioł uwielbia koty, zresztą jak wszystkie zwierzęta. Warto jednak tutaj pisnąć, że koty – zwłaszcza w Japonii – to nie tylko mruczenie, puszysty ogon i spanie całymi dniami. Oj nie, to poważne futrzaki parające się magią, nekromancją oraz iluzją. Nie mieliście o tym pojęcia? Pewnie dlatego, że minęliście się z książką „Miasto Kotów. 10 niesamowitych opowieści o kotach” wydawnictwa Kirin. Nigdy nie jest za późno na nadrobienie zaległości – właśnie z takim nastawieniem Lisioł usiadł do lektury.

Na wstępie Lisioł przetuptał przez biogramy autorów, których opowieści znajdują się w książce. Bycie pisarzem w Japonii to ciężki kawał truskawki. Lisioł nie poleca.

Swoje przygody futrzak zaczął od otrzymania pocztówki od żbika. Zaciekawiony, o jaką sprawę chodzi, Lisioł stawił się w lesie, aby rozsądzić spór żołędzi. Nie jest to łatwa sprawa, podobnie jak weselisko, które zamierza zepsuć zły Bóg Piorunów. Tutaj potrzeba mocy tęczowego kota oraz wielkiego Lisiollo.

Następnie futrzak przeniósł się do małej wioski, gdzie dzieci postanowiły rzucać w czarnego kota kamieniami. Nie myśląc dużo, Lisioł postanowił sam zacząć rzucać kamieniami, tyle że w dzieci. Na szczęście nadeszła odsiecz – starsza pani, która kotka uratowała. W ramach wdzięczności kot postanowił chronić staruszkę. Lisioł musi przyznać, że w tym miejscu otarł łzę, czytając dalsze losy tej pary. W przeciwieństwie do historii Cętki, której nie miał zamiaru współczuć.

Lisioł naczył się też, że lepiej nie drażnić kotów tańczących nocami w ukryciu – takie typki potrafią bezbłędnie liczyć do 10 – co w przypadku kul ma fundamentalne znaczenie. Aczkolwiek uratowany kot potrafi się odwdzięczyć nawet kosztem swojego życia, co futrzak bardzo docenia.

Po obejrzeniu przygód kociego przyjaciela mnicha, Lisioł postanowił założyć rodzinę. Wziął sobie brzydką żonę – nie pytajcie – oraz piękną kochankę. Pech jednak chciał, że jedna dowiedziała się o drugiej i w ruch poszła katana. O ostrzu Muramasa mówi się, że wyciągnięte z pochwy nie zazna spokoju, póki nie przeleje ciepłej krwi – jak na złość, to, co ludzie mówią, okazało się prawdą…

Podobnie rzecz się miała z niewidzialnym kotem, od którego sam Lisioł zaraził się niewidzialnością! Na szczęście genialność da się zmaterializować, podobnie jak problemy, które dotknęły Panią Warson. Kto by pomyślał, że czarny kot może doprowadzić do tak spektakularnego rozlewu krwi? Dobrze, że Lisioł wszystko oglądał przez okno z bezpiecznej odległości!

Ostatnie opowiadanie dotyczy miasta kotów, czyli opowieści Pana poety lubiącego sobie strzelić sporą dawkę morfiny. Do tego koleś nagminnie się gubi, widząc czwarty wymiar, pozwolicie zatem, że Lisioł nie będzie tuptać tą drogą.

„Miasto Kotów. 10 niesamowitych opowieści o kotach” i tutaj Lisioł musi przyznać, że tytuł oddaje dokładnie to, co otrzymujecie. 10 lisiołowych, odjazdowych i niesamowitych opowieści o bardzo nieprzeciętnych futrzakach. W dodatku każdy rozdział jest poprzedzony grafiką w japońskim stylu, aż miło popatrzeć. Lisiołowi bardzo się ta lektura podobała, aż żal, że się ją tak szybko czyta.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lisioły i medycyna

Dziwne Lisioły

Lisiołowe Cesarstwo