Pociąg do Lisioła
Pociąg do Lisioła
W sierpniu 1947 roku podzielono subkontynent indyjski na hinduistyczne Indie i muzułmański Pakistan. Na to, co wydarzyło się potem, nikt nie był gotowy. Chociaż Lisioł powinien pisnąć, że po zamieszkach związanych z ogłoszeniem tego pomysłu, można było się domyślić, że niebo otworzy swoje podwoje i piekło weźmie ziemię w swoje posiadanie. Nie poczyniono jednak odpowiednich przygotowań. Szacuje się, że samych zabitych po obu stronach było od 1 do 2 milionów. Do tego 100 tysięcy zgwałconych kobiet oraz od 10 do 15 milionów wysiedlonych ludzi. Wyobraźcie sobie tą przemieszczającą się ludzką masę, pozostawioną samą sobie, narażoną na złą wolę każdego, kto ma na to ochotę. Dlaczego Lisioł o tym piszczy? Otóż autor Khushwant Singh przeżył to na własnej skórze i zamknął atmosferę tamtych dni w swojej książce „Pociąg do Pakistanu”.
Podczas gdy subkontynent indyjski drży w posadach, w małych wioskach na obrzeżach panuje spokój. Tutaj stoi zarówno sikhijska świątynia, jak i meczet. Kobiety wklepują sobie nawzajem we włosy klarowane masło, omawiając narodziny, śluby oraz zgony. Właśnie taką rolniczą osadą jest Mano Madźra. Tym, co ją wyróżnia na tle pozostałych, jest stacja kolejowa. Zatrzymuje się tutaj pociąg z i do Delhi, czyli w sumie dwa razy w ciągu dnia. Pozostałe tylko przelatują lub przeładowują się na bocznicach. Monotonny spokój przerywa morderstwo we wsi oraz pojawienie się młodego wykształconego człowieka. Ludzie pragną wiedzy, chcąc wiedzieć, co to Hindustan, co to Pakistan, ale im więcej wiedzą, tym bardziej nie rozumieją.
Autor żywo odmalował obraz
zmieniającej się wsi, w której pojawia się zapach palonych ciał. Prawda i
nienawiść wlewają się do ich domów. Skorumpowana władza poszukuje kawałka
ciasta dla siebie. O życiu człowieka świadczy kawałek ciała lub jego brak
między nogami. Dobro i zło wytracają swoje granice. Wystarczy zacząć strzelać
do pociągu, prawda? Zemścić się za wszystkie pociągi wracające z ciałami zza
granicy, bo przecież teraz granica istnieje – nieważne, że praktycznie „od
wczoraj”. Książka ma wolne tempo, które nagle przyśpiesza, niczym życie w Mano
Madźra.

Komentarze
Prześlij komentarz