Mieszko. W ogniu Lisioła
Mieszko. W ogniu Lisioła
Czas na czwarty tom historii Mieszka pod przyjemną grillową nazwą „Mieszko. W ogniu pomsty” pióra Daniela Komorowskiego. Ognia w tym tomie nie zabranie, można wręcz pisnąć, że czasem trzeba coś spalić, żeby coś innego ocalić *mruknął Lisioł, budując spory stos*.
Trzeba przyznać, że autor lubi aktywne kobiety. W książce każda dziewoja ma jakiś problem albo plan. To drugie nie zwiastuje niczego dobrego, zwłaszcza dla Gniemira, który postanawia pomścić śmierć pierworodnego. Zemsta zemstę napędza *mruknął Lisioł* Mieszko już dość dobitnie udowodnił, że potrafi się zamienić w prawdziwą pożogę, ale mimo tego wciąż trafiają się śmiałkowie, którzy próbują swojego szczęścia z Mieszkiem. Na przykład taki Gorazd. Dzięki takim typkom Lisioł mógł wziąć udział w niejednym starciu. Zwłaszcza że ramię Sulibora mu przypasowało do tego zadania. To dobry punkt obserwacyjny do kierowania bitwą i udzielania mądrości wszelakich, zwłaszcza że co niektórzy daliby się zabić trupowi. Ale byłby wstyd!
Lisiołowi już w poprzednim tomie bardzo przypadł do gustu rozwój postaci Sulibora i nie inaczej jest w tym tomie. Doświadczany losem, wciąż stara się iść ścieżką słuszną, nawet jeśli oznacza to wejście jeszcze w głębszy mrok. Na szczęście Siemirad potrafi rozjaśnić każdą noc. Byłoby nudno bez tego cienia Mieszka.
Co ciekawe, imię Dagome powraca. Widać stare więzi nie rdzewieją, a wciąż można coś na tym ugrać. Zdaniem Lisioła to fajna sprawa, że Mieszko nie idzie przed siebie na oślep, ale używa głowy. Gdy może ominąć zbędne straty wśród swoich, chętnie to robi np. poprzez korzystny sojusz czy też szalony pomysł, jak niespodziewany pojedynek.
Do tego wszystkiego dochodzi zaginięcie Bogny, ukochanej Mieszka. Na ratunek wyrusza odpowiednio dobrana ekipa na czele z Siemiradem, ale czy zdążą? I czy Mieszko jest jedynym knującym tutaj szerokie plany?
Gniew zranionego kniazia nieraz już się czytelnikowi objawił, jednak w tym tomie zapłonie mocno niczym pochodnia – jednym piśnięciem – ale się porobiło! Idealna krwawa lektura do kawusi. Futrzak dobrze się bawił, czytając.

Komentarze
Prześlij komentarz