Cuda Lisioły
Cuda Lisioły
Lisioł nie jest zdziwiony, że w książce „Cuda niewidy. Alternatywne wędrówki po Polsce”, za którą stoją Aleksandra i Grzegorz Koper, zaczynamy od latarni umarłych w Krakowie. W końcu wypada wiedzieć, gdzie tuptać można, a gdzie raczej się nie poleca. No chyba, że ktoś ma potrzebę spotkać się ze swoim przeznaczeniem i podążyć za upiorami, lub poszukuje kobiety upadłej. Taką ponoć na cmentarzu łatwo było spotkać, nocą oczywiście, czyli w godzinach pracy.
Również zawartość latryn bywa niesamowicie ciekawa. Takie elbląskie toalety z XV i XVI wieku to prawdzie skarbnice. Kto by pomyślał, że ktoś zgubi w latrynie instrument muzyczny, fajkę miotłę czy buty, a to dopiero początek listy! Autorzy zgrabnie rozwijają temat latryn, dzięki temu możecie się dowiedzieć np. co oznacza zwrot „wypróżniać się do jednej dziury”.
Lisioła bardzo zaskoczył fakt istnienia smoczego stylu architektonicznego. Kto by pomyślał, że za czasów cesarza Wilhelma II istniała moda na „wikińskie” motywy czyli architektura uzdrowiskowa z elementami skandynawskich ornamentów i drewnianymi smoczymi łbami na dachach budynków. Lisioł ewidentnie potrzebuje takiego smoczego pałacyku!
Równie zaskakujące są krzyże pańszczyźniane służące
jako pamiątkowe miejsce pogrzebania pańszczyzny, którą chłopi musieli
odpracowywać na folwarku pana. W 1848 roku na terenie zaboru austriackiego
pańszczyznę zniósł cesarz Fryderyk I Habsburg. Dla chłopów był to tak
przełomowy moment, że dla pewności pańszczyznę pochowano. Naruszenie krzyża
zwiastuje powrót tej straszliwej niedoli.
Lisioł nawiedził też egipską oranżerię w
miejscowości Końskie. Nie tylko pozował jako wzór dla figur tutejszych
faraonów, ale również podzielił się wiedzą na temat hieroglifów. Dzięki temu
nawet najbieglejszy egiptolog nie zrozumie, co zostało napisane w oranżerii.
Książkę czyta się niesamowicie lekko i szybko. Ciekawostka goni ciekawostkę,
urozmaicając tuptanie po kolejnych niezwykłych miejscach. Doświadczyć można
tutaj całej gamy uczuć od groteski przez makabrę po bajkową aurę. Bardzo
przyjemna lektura. Lisioł czuje się, jakby zwiedził spory kawałek Polski i to w
różnych epokach, chociaż nawet nie ruszył się z kanapy!

Komentarze
Prześlij komentarz