Liswaffe 1933-1945
Liswaffe 1933-1945
Lisioł rozważał wsadzenie swojego rudego kupra do Me-163B-O V41 albo do Focke-Wulfa Fw-190, ale powiedzieli mu, że procedury musi znać. Szkolenie przejść, dlatego futrzak zaczął od teorii, sięgając po książkę „Luftwaffe 1933 – 1945” autorstwa Chrisa McNaba. Lisioł musi przyznać, że jeśli zamierzacie się zapisać do sił powietrznych Rzeszy, czyli Luftwaffe to najlepiej zrobić to do 1941 roku, potem jakoś tak śmiertelność szybko wzrasta, a po drugie, lepiej wybrać lotnictwo myśliwskie. Dział transportowy, morski i bombowy miały lekko mówiąc pod górkę – zwłaszcza bombowce nurkujące. Jedna pomyłka, a Wasza maszyna będzie pięknym naleśnikiem. Do tego często zapominano o ochronie dla takich maszyn lub myśliwce zajmowały się poszerzaniem własnej listy sukcesów. Jeśli jednak nadal nie wiecie, co wybrać, to książka przychodzi Wam z pomocą opisując wszystkie lotnicze formacje.
W środku znajdziecie schematy organizacyjne, opisy działań na poszczególnych frontach, opisy walk powietrznych oraz kilka słów o co sławniejszych pilotach. Lisioł przeczytał te porcje wiedzy bardzo uważnie. Strój lotnicy może i mieli ładny, ale głównodowodzący Luftwaffe to miał małe pojęcie o tym co robi. Trzeba tutaj pisnąć, że prócz uzależnień, Pana Goringa męczyła też urażona duma – nie ważne co robił lub zrobi, zawsze już żył w cieniu Czerwonego Barona, którego mógł jedynie podziwiać pod niebem I wojny światowej. Gruby jak bombowiec, podejmujący kiepskie decyzje strategiczne oraz obiecujący gruszki na wierzbie – prawdziwy polityk, wypisz wymaluj.
Jeśli planujecie lekturę, szykujcie się na solidną porcję wiedzy w twardej oprawie z licznymi zdjęciami – prawie na każdej stronie jakąś fotografie znajdziecie, a czasem i na dwóch. Do tego twarda oprawa. Lisiołowi bardzo się lektura podobała. Droga od chwały do upadku zawsze jest pouczająca. Z czego futrzak podkreśla – tutaj bohaterami książki są maszyny, nie historię pilotów *mruknął Lisioł, zakładając hełm lotniczy i pakując swój kuper do pomarańczowego Focke-Wulfa z rudym ogonem na skrzydłach* ale kilka chwil w powietrzu na pewno nie zaszkodzi.

Komentarze
Prześlij komentarz