Lisioł Puszczy
Lisioł Puszczy
Lisioł siedział w chicagowskiej restauracji Nostalgia – nomen omen dobrze pasującej do nadchodzących wydarzeń – i pochłaniał lokalny rarytas: polską kiełbasę. Mimochodem usłyszał, że na obozie skautowskim doszło do niewyjaśnionego wydarzenia: wszyscy uczestnicy zostali znalezieni w stanie wskazującym na brutalne rozstanie się z życiem przy pomocy ostrego narzędzia. Rzecz trudna do wyjaśnienia, ale Jack Wallace potrafi podbić stawkę jeszcze bardziej. Futrzak wykopał dziennik należący do pradziadka Jacka, Grzegorza Walacha, który po kampanii wrześniowej walczył z Niemcami, ukrywając się na terenie Puszczy Kampinoskiej.
Dlaczego to tak istotne? Już Lisioł piszczy z odpowiedzią! W dzienniku znajdują się wzmianki na temat istoty, która przerażała zarówno partyzantów, jak i polujących na nich okupantów. Istoty tak strasznej, że sama jej obecność prowadziła do śmierci w bardzo podobnych okolicznościach do tych, które miały miejsce w czasie obozu skautowskiego. Jack z synem wyruszają zatem do egzotycznego i odległego dla nich kraju, jakim jest… Polska! Futrzak przeszmuglował się w bagażu, żeby dołączyć do poszukiwań tytułowego demona puszczy. A więc horror!
Futrzak od razu powie trzy rzeczy.
Graham Masterton to autor-zawodowiec, czyta się go przyjemnie, ale bez
fajerwerków. Solidny rzemieślnik. Druga rzecz, Masterton bardzo lubi Polskę,
pisze o niej z sympatią, choć jednocześnie z tą specyficzną naiwnością cudzoziemca
„zza miedzy”. Rzecz trzecia, „Demon Puszczy” to horror w bardzo klasycznym
rozumieniu tego słowa, czyli zbyt straszny nie jest. Jest sporo krwi, ale
bardzo przerażająco nie jest *stwierdził Lisioł, wycierając pyszczek z syropu
truskawkowego*, więc nie stracicie snu przez tą książkę. Mimo tego czyta się ją
przyjemnie i szybko, idealna na dwa, trzy popołudnia spędzone w poszukiwaniu
odpowiedzi na to, czym jest „biały” demon. Jest tu wszystko, czego szukają
miłośnicy tajemnic, duchów i czerwonej farby, ale nastawcie się bardziej na
emocje pokrewne horrorowi oglądanemu z kumplami. Nic nadmiernie
skomplikowanego, ale to nie wada!



Komentarze
Prześlij komentarz