Wola Lisioła
Wola Lisioła
Praca Wojmira stała się jeszcze trudniejsza, gdy jego mityczny ojciec, wielki Żmij, postanowił wyjechać na wakacje nie wiadomo gdzie. Zostawił wszystko na głowie synów – czyli wielki burdel pod bramami Nawii. Dusze przecież trzeba przeprowadzać, inaczej same zaczynają chadzać, sprowadzając nieszczęście na żyjących. Sprawę trzeba jak najszybciej wyjaśnić, a przy tym spełnić daną wcześniej obietnicę. Dlatego drużyna specjalna – rozmawiający z duchami Wojmir, szeptucha Stefa i strzyga Żywia wyruszają do Piotrkowa. Tym razem w towarzystwie staruszki Radzanowej, ducha jej syna oraz bażanta. Drzyjcie diabły i demony, bo będzie grubo!
Na dzień dobry nasza ekipa wpada pod samosąd z płonącym stosem *Lisioł spojrzał wymownie na Wojmira* no dalej synu Żmija, rusza tą swoja dupa! *pisnął futrzak, poganiając naszego bohatera*. Zwłaszcza, że postanowili spalić diabła. Ci ludzie w Piotrkowie już całkiem oszaleli, palić diabła… też coś! Diabelskie miasto *syknął Lisioł*. Gorzej, że mieszkańcom rzeczywiście coś na głowę padło i nie tylko im. Proszę Państwa, jak Jeziornica zgłasza petycje o poprawę bytu, to jest się nad czym zastanawiać.
Do tego dochodzi nam palący problem samowolnych
dusz, uciekających znad Rzeki Zapomnienia oraz zlecenie od Żywii. Ten pierwszy
problem wydaje się uciszony, ale tak nie jest. Narasta w tle, o czym donosi
duch syna Radzanowej. Trzeba przyznać, że kobieta i charakterek ma, i upartość
godną osła, a przy tym zdrowy rozsądek. Wojmir może dalej uciekać przed swoim
dziedzictwem, albo się z nim zmierzyć. Podobnie jak z problemem miłosnym. W
końcu ze Stefą tańczą ciekawy taniec, będąc coraz bliżej siebie. Natomiast
Żywia i jej szlacheckie potrzeby to już całkiem inna bajka. Lisioł musi
przyznać, że książkę „Wola Żmija” autorstwa Agnieszki Kulbat czytało mu się
szybko, aczkolwiek finał futrzaka nieco rozczarował. Na plus jednak można
zaliczyć egzorcyzmy w stylu słowiańskim oraz zapowiedź niezłego bałaganu. W
końcu Dziady coraz bliżej…



Komentarze
Prześlij komentarz