Lisitka
Lisitka
Lisioł zawsze się zastanawiał, jak to jest być płachytką. Przyklejać się do kogoś i nieść mu zarazę, śmierć oraz ogólny stan nieszczęścia typu „poniedziałek rano”, z uwzględnieniem najbliższych oczywiście. Jak wiadomo, ćwiczenie czyni mistrza, więc futrzak postanowił poćwiczyć z Anną Musiałowicz i jej książką „Płachytka”. Już sobie Lisioł upatrzył rodzinę takiej młodej Ewy, gdy się okazało, że wszystkie wakaty zajęte, nawet u dzieci! Skandal! *mruknął Lisioł, patrząc jak jedna z płachytek udaje mgłę na masce samochodu*. Grają nie fair *podsumował futrzak* udawanie mgły jest już niemodne Ty prześcieradło z przeceny!
Co zrobić gdy się taka płachytka wokół Ciebie kręci? Albo jeszcze lepiej, gdy się na dobre przyklei? Trudna sprawa! Skowronek wie o tym najlepiej. Płachytki już raz zniszczyły mu życie i nie dały o sobie zapomnieć. Teraz powróciły na nowo i to całym stadem. Czy koszmar się kiedyś skończy? Zapewne nie, ale teraz chodzi już nie tylko o jego życie, ale też Ewy i jej rodziny. Odpowiedź – jak zawsze w takich sprawach – kryje się w przeszłości. Tym razem pod hasłem „panie kierowniku”. Ooo tak, gdy tylko Czarny Zenek pojawia się na scenie, od razu robi się ciekawiej. W końcu dowiadujemy się czegoś o płachytkach, a przede wszystkim jak się ich pozbyć!
Co do samej
fabuły, na zmianę dostajemy życie Ewy w chorobie – temat szybko zaczyna się po
prostu nudzić, tonąc w opisach – oraz przeszłość Radka Skowronka i to akurat
jest ciekawsza część *Lisioł podał szluga Zenkowi*. Jednak futrzak nie ma wątpliwości,
że ma przed noskiem książkę obyczajową z elementem słowiańszczyzny, czyli
fruwającą zarazą w czasach telefonów komórkowych. Jedno jest pewne, płachytki
do miłych nie należą i najwyraźniej podatki im niestraszne. Wiecznie
zapracowane, w dodatku na czarno robią i mają kontakt z polską opieką
zdrowotną. Tematyka więc ciekawa. Lisioł miał jednak problem z samą fabułą –
ciągnęła się niemiłosiernie. Opisy mebli, stanów chorobowych oraz zabaw dzieci
to akurat nie jest coś, co Lisioła interesuje, stąd określenie „obyczajówka”.
Futrzakowi brakowało więcej elementów słowiańszczyzny niż tylko ta nieszczęsna
płachytka fruwająca, bądź dusząca w tle.



Komentarze
Prześlij komentarz