Dungeon Meshi. Lisioły i smakołyki. Tom 4
Dungeon Meshi. Lisioły i smakołyki. Tom 4
Drużyna Laoisa w końcu dotarła do miasta w lochu, z którego orkowie uciekli w popłochu. Ten fakt nie napawa optymizmem, dlatego Lisioł od razu zgłodniał i zażądał posiłku godnego podniebienia jego Wielkiej Lisiołkowatości. Podano kotlety zagrzewające do walki - ewidentnie coś się szykuje!.
Jako mistrz taktycznych odwrotów, Lisioł prowadził w ucieczce przed wielkim czerwonym smokiem. Wielki to zbyt mało piśnięte, gargantuiczny pasuje znacznie lepiej. Dobrze, że miasto ma normalne uliczki, to bydle nieco ma problemy z braniem zakrętów na ręcznym. Z drugiej strony zianie ogniem w ciasnej przestrzeni nie wróży nic dobrego drużynie. Zwłaszcza jeśli Laois ma plan, a Marcille się z nim zgadza! Czy uda się wyjść w jednym nieprzypieczonym kawałku z tej kabały? Nie ma wyjścia. Smoka trzeba zabić, żeby w jego trzewiach poszukać Falin, o ile jeszcze jej nie strawił!
W tym tomie jest energicznie i dramatycznie, niczym na rollercosterze. Nawet Marcille pokazuje się nam z zupełnie innej strony, niż normalnie *mroczne szepty*. Lisioł Wam radzi od serca, że lepiej jej teraz nie wkurzać...
Dzięki fragmentom z Namari i jej nową drużyną, można się sporo dowiedzieć o funkcjonowaniu miejscowej gospodarki opartej o loch. W końcu poszukiwacze przygód to niezły biznes, ale czy chodzi tylko o kasę? Oczywiście, że nie! Loch ma unikatową właściwość wiązania duszy z ciałem, tak, że po śmierci da się kogoś wskrzesić, a to oznacza..... nieśmiertelność! Oczywiście, że tego wszyscy poszukują, zwłaszcza władca, nieduży doradca i szurnięte elfy. Witamy w serii „Delicious in Dungeon” autorstwa Ryoko Kui.






Komentarze
Prześlij komentarz