Mieszko. W blasku Lisioła

Mieszko. W blasku Lisioła

Trzeba uważać, gdy się zbiera przysięgi pod pseudonimem i udaje, że to nasze prawdziwe imię. Przysięgi mają brzydki zwyczaj krzyżować się, a potem wracać z siłą huraganu. Czy przekona się o tym Dagome? Zacznijmy jednak od początku. „Mieszko. W blasku chwały” to drugi tom poświęcony tytułowemu Mieszkowi autorstwa Daniela Komorowskiego i jesteśmy oddech po zamachu skrytobójczym *Lisioł powoli odstawił róg z napitkiem na bok*. Odważny ruch, żeby zaatakować pośród wikingów.

Czcibor najwyraźniej nie uważa ostatniej woli ojca za taką świętą, a przynajmniej nie do końca. Wciąż śni o pozbyciu się brata, podobnie jak jego teść – ale temu drugiemu trudno się dziwić. Każdy o własnej przyszłości myśli, najlepiej dostatniej i na tronie. Jednak czy droga intrygi gdziekolwiek ich zaprowadzi? Może jednak wygrają więzi rodzinne?

Lisioł ceni sobie procenty, a te leją się w książce strumieniami. Ważne, żeby do głowy alkohol nie uderzył, jak Strogomirzowi, który po wygranej bitwie sądzi, że cały świat do niego należy, a przynajmniej krew i życie Piastów. To się nazywa wiara w siebie, Lisioł chętnie zobaczy to spotkanie z rzeczywistością.

W książce nie brakuje bitew, krwi, intryg i o dziwo uczuć – głównie męskiej przyjaźni. Nikogo to nie powinno dziwić, w końcu wikingowie hołdują walce ramię w ramię oraz wspólnego chwalebnej śmierci. Nie inaczej pachnie Jomsborg. Do tego masa przekleństw współczesnych oraz uczt z opisami, w których można się czasem tak zatracić, że się fabułę zgubi pod bujającą się podłogą. Dlatego Lisioł piśnie, że jest to lekkie czytadło. Rozrywka, nie mylić z książką historyczną.
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy Lisi marsz

Dziwne Lisioły

Lisi komiks. Chapter 2 vol 19