Posty

Mass Effect. The Official Lisioł Book

Obraz
    Mass Effect. The Official Lisioł Book Lisioł nie zamierza przed nikim ukrywać, że w swoim serduszku wciąż nosi trylogię Mass Effect. Chociaż pozycja jest po angielsku, futrzak musiał ją mieć i w ten sposób ta nieduża książeczka znalazła się w lisich łapach. Początkowo Lisioł zastanawiał się, czy księga drinków jest mu w ogóle potrzebna, po czym całkowicie się uzależnił! Zwłaszcza Calibration Cooler z bananem jest lisim faworytem *głośne siorbanie*. Niektóre drinki bywają niebezpieczne np. Subject Zero. Trudno jednak nie docenić faktu, że wszystkie mieszanki są bardzo klimatyczne. Do przepisów dołączone są zdjęcia i informacja na ile osób, czy dodać lód oraz jaka szklanka jest polecana. Przepisy bywają dosyć złożone, ale dzięki temu macie w ręku pełen arsenał drinków, którymi możecie zaskoczyć znajomych – no i ten smak! Krogańskie drinki brzmią naprawdę nietypowo. Menu jest podzielone na kluby występujące w trylogii Mass Effect i Andromedzie! Lisioł oszalał w...

Więzy Lisłów – Walka o Dom (Perignon)

Obraz
Więzy Lisłów – Walka o Dom (Perignon) Lisioł postanowił, że czas wrócić na stare graty (bo zostawił tam trochę nieotwartych butelek), natomiast dla Cassidy powrót do Irandal oznacza zmierzenie się z całą masą niedokończonych spraw. Problem z byciem zabójcą na zlecenie jest taki, że nie można domyć łap z krwi. Dla Cass oznacza to dokończenie spraw z dziedzictwem swojego ojca… w kraju ogarniętym wojną. Może być weselej? Może *pisnął Lisioł, otwierając kufer na pokładzie statku* jako pasażerowie na gapę z Cass i Kylem mogą zabrać się ich dzieciaki, Loren i Keira. Cass, Kyle, Sorcha i Morrigan nie tylko mają przed sobą problem pod postacią gildii zabójców Hervorów, ale również cesarza Blarisa, który uznał, że wojna oraz totalna dominacja z domieszką eksterminacji istot dotkniętych magią to jego nowe, ulubione hobby. Futrzak nie do końca rozumie, dlaczego Blaris nie zajął się hobby-horsingiem? Albo dzierganiem? No cóż *westchnął Lisioł, ucząc dzieciaki rabować truskawki* zawrócić ...

Wielki powrot lisiego komiksu!

Obraz
            Wielki powrot lisiego komiksu!       Retrospekcja dotychczasowych lisich osiagniec         i dalsza część chapteru 2 vol 20 Oprawa graficzna: Emilia Kolos Scenariusz: Grzegorz Wielgus i Lisiolczyta  

Kroniki przystojnych Lisiołów

Obraz
Kroniki przystojnych Lisiołów Lisioł musi przyznać, że pierwszy raz spotyka się z tunelem czasoprzestrzeni uruchomionym przez deszcz i gapienie się głównej bohaterki na tablicę poświęconą świątyni, która kiedyś stała w Kioto *lisi facepalm*. Tym sposobem Mai Mizusaki cofnęła się o 500 lat, wpadając prosto na Odę Nobunagę. Autorka mangi Mika Kajiyama musiała wypić sporo sake, żeby zrobić z Nobunagi full przystojniaka, dobrze, że chociaż została odrobinę wredoty, inaczej nie miałby nic wspólnego z oryginałem. W ten oto sposób lądujemy w Sengoku Basara, okresie walczących królestw w Japonii, gdzie każdy Daimyo był sobie panem, a wojna była jedyną słuszną porą roku. Lisioł jest wielkim fanem Date Masamune i ucieszył się na jego widok, po czym mu wąsiki opadły całkowicie. O historycznej wersji to można tutaj zapomnieć. Normalnie rewia mody: Sanada Yukimura, Akechi Mitsuhide, Toyotomi Hideyoshi i gościu z przyszłości udający Sasuke Sarutobiego, a wszyscy oni kręcący się wokół jedne...

Ametyst. Lisia krew

Obraz
Ametyst. Lisia krew Lisioł zapragnął oderwać łapy od lądu i zakosztować życia na morzu – oraz rumu! W tym celu zaokrętował się na żaglowiec o wdzięcznej nazwie „Ametyst” z książki Cezarego Czyżewskiego „Ametyst. Książęca krew”. Lisioł musi przyznać, że autor na żegludze się zna i wcale tego nie kryje. Od pierwszych stron zasypuje czytelnika fachowym słownictwem, aż czuć wiatr na futrze, sól morską w pysku i rosnącą chęć do zrefowania bukszprytu. Na szczęście dla niewtajemniczonych został dołączony słowniczek terminów żeglarskich na samym końcu książki oraz plan samego Ametystu. Futrzak nie wstydzi się przyznać, że raz czy dwa zajrzał w te rejony, ale skupmy się teraz na samej fabule. Ametyst to przyciągający wzrok żaglowiec, ale już niepierwszej świeżości. Podobnie jak doświadczona załoga. Mimo siwych włosów kapitan statku – Hadi Arfar – dał się zrobić w balona. Do portu Galiya w państwie Veresa dopłynął z trefnym zbożem, ale tak trefnym, że nawet urzędnik portowy nie chciał ...