Birma. Złota ziemia roni Lisioły
Birma. Złota ziemia roni Lisioły Birma, a raczej Związek Mjanma to kraj pełen sprzeczności. Po jednej stronie najstarsza partyzantka na świecie, działająca od 1949 roku, po drugiej stary mur biegnący przez środek jeziora. To tutaj na małym lotnisku jest wejście dla ludu – na miejscu może się okazać, że bilet, który trzymacie w ręce, nie upoważnia Was do lotu, bo drogą korupcji został już sprzedany dwa razy; i mamy wejście dla VIP-ów w atłasach. Bogdan Góralczyk z rozmachem odmalowuje obraz Birmy w książce „Birma. Złota ziemia roni łzy”, nie oszczędzając nam pięknych widok oraz obrazu nędzy i rozpaczy, gdzie miska ryżu jest szczytem marzeń. Jednak pomimo biedy, ludzie zachowują w sobie otwartość i chęć kontaktu z obcokrajowcem, który jest dość rzadkim widokiem w strefach objętych gospodarką naturalną. Lisioł więc zapuszczał się razem z autorem tam, gdzie mało kto dociera np. do Poh Win Taung, gdzie znajduje się zespół wykutych w jaskiniach pagód, skrywających ponoć 446 444 sta...