Wesele – Lisioły i tradycje

Wesele – Lisioły i tradycje

Lisioł na weselu to widok ciekawy, bo futrzak ceni sobie pewne elementy tych wydarzeń (zwłaszcza te płynne, znajdujące się w butelkach), ale wesele jako całość? Hmm… tutaj trzeba się nieco dokształcić. Lisioł może Wam od razu pisnąć, że wesele, jakie znamy to plac zabaw w porównaniu do prawdziwego pola bitwy, jakim były dawne wesela. Zaciekawieni? Jeżeli tak, to sięgnijcie po książkę Henryka Biegeleisena pod tytułem „Wesela – obyczaje i tradycje”.

Lisioł pozwoli najpierw zarysować nieco sytuację, bo książka to ponad 730 stron etnograficznej pracy poparte 30 stronami bibliografii oraz dekadami żmudnej pracy autora. To prawdziwa skarbnica wiedzy, chociaż trzeba pamiętać, że została wydana po raz pierwszy pod koniec lat 20. XX wieku – zatem niektóre interpretacje należy traktować ze szczyptą soli. Ale! Ale! Ale! Lisioł może z całą pewnością pisnąć, że jeżeli interesują Was dawne obyczaje, to nie szukajcie dalej, tylko szykujcie się na wesele!

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę i to nie byle jaką, bo drużynę weselną. Wszak od tego jak się prezentują druhowie oraz druhny zależy Wasz prestiż. Zupełnie jak podczas wystawiania zbrojnego hufca od czego zresztą ten zwyczaj miał się wziąć, łącznie z trzymaniem zbrojnej straży nad weselem oraz… zdobywaniem panny młodej dla pana młodego. No i jeszcze swat się przyda. Świadkowie również, ale tacy szanowani, żeby mogli zaświadczyć słowem (lub pismem), że wszystko odbywa się jak należy. Trzeba się natrudzić, żeby dobrać się do weselnego barku!.

A i to nie koniec zabawy, wręcz przeciwnie, to nawet nie jest początek, tylko środek. Bo zanim zagra muzyka, trzeba skojarzyć małżeństwo. Po dobroci albo po złości, ponieważ zamążpójście dla dawnych kobiet nie zawsze oznaczało święto, ale przymusowe związanie się z kimś, kto na dziewczynę napadł. Nawet jeżeli związek był dobrowolny, to należy przez to rozumieć wolę rodziców albo łaskawe ich przyzwolenie. Później łatwiej nie jest, bo mamy zrękowiny, wieńczyny, rozpleciny, oczepiny, przenosiny, pokładziny, przebabiny, pieśni, wesela wdów… Można się zmęczyć! Warto? Lisioł zdecydowanie poleca lekturę. A wesela? Lisioł jeszcze nie wie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy Lisi marsz

Kulinarne Lisioły tom 4.

Lisiołowe Cesarstwo