Walka o Lisioły
Walka o Lisioły
Przyprawy. Lisioł uwielbia swoje przyprawy w kuchni. Ich różnorodność, smak, możliwości! Równie mocno kochała przyprawy arystokracja i bogata klasa średnia, a zwłaszcza polska kuchnia. Ponoć na magnackich przyjęciach jadało się przyprawy z dodatkiem zupy lub dania głównego. Dlaczego tak było? Przyprawy miały długą drogę do przebycia, aby znaleźć się na europejskim stole. Arabowie zazdrośnie strzegli tajemnicy miejsca pochodzenia np. gałki muszkatołowej, która potrafiła zwiększyć swoją wartość nawet tysiąckrotnie nim zawitała na półmisku. Nic więc dziwnego, że gdy wywęszono możliwość otworzenia własnych szlaków handlowych, rozgorzała prawdziwa wojna o przyprawy. Lisioł z radością przedstawia Państwu książkę “Walka o przyprawy. XVI-wieczna rywalizacja, która ukształtowała nowożytny świat” pióra Rogera Crowley'a.
Traktat z Tordesillas dzielił świat pomiędzy Portugalię, a Hiszpanię, jak dojrzałą pomarańczę. Teoretycznie oba państwa starały się go przestrzegać, ale każdy patrzył jak najwięcej wysp korzennych zdobyć dla siebie. Podział świata, jak miłowanie bliźniego swego, to czynności, która od razu przysporzy wam mnóstwo wrogów. Zwłaszcza gdy nie macie pojęcia, jak ten świat wygląda. Uznanie się przez króla Hiszpanii Karola I za królem świata też wzbudziło chłodne reakcje *ciężkie lisie westchnienie*. Szkoda tylko, że świat nie został poinformowany o tej zmianie na tronie.
Z przyczyn naturalnych w książce towarzyszymy odkrywcom takim jak np. Magellan. Jeśli myślicie, że bycie odkrywcą jest łatwe, to nic bardziej mylnego. Kanibale, bunty, spiski, frakcje, zimno, głód, tortury, porzucenie na bezludnej wyspie i jedzenie pingwinów. Przy tym Zatoka Bezużyteczna to pikuś *mruknął Lisioł, wcinając przetwory*. Brak witaminy C na morzu bywa zabójczy. Kto by pomyślał, że przetwory uratują Magellanowi życie. Nie ma to jak założenie, że Ocean Spokojny przypomina wielkością Morze Śródziemne.
Książka jest napisana w sposób przystępny i ma duży plus – mapy. Dzięki nim można śledzić opisane morskie wyprawy. Do tego soczysta bibliografia, łapki lizać. Trzeba przyznać, że miło poznać skromne (ale już krwawe) początki kolonializmu.

Komentarze
Prześlij komentarz