Star Lisioł Jedi. Upadły Zakon
Star Lisioł Jedi. Upadły Zakon
Gdy Lisioł zobaczył, ze będzie wydawana manga z Calem Kestisem, po prostu musiał ją mieć. Był też bardzo ciekaw jak twórcy przełożą fabułę gry Jedi: Upadły Zakon. Okazuje się, że poszło im całkiem zgrabnie. Etapy głównie zręcznościowe takie jak np. przebiegnięcie przez pociąg podczas dynamicznego samouczka zostały całkowicie pominięte. Jest to świetne rozwiązanie dla osób, które chcą zapoznać się z samą fabułą, a nie mają smykałki do grania. Taki zabieg ma plusy i minusy. Z jednej strony fabuła pędzi na złamanie karku i nie ma czasu na nudę. Z drugiej strony, Cal traci nieco ze swojego szalonego parkouru. W grze mamy dużą styczność ze skakaniem, bieganiem oraz, prawie że lataniem. Tutaj jest to znacznie bardziej ograniczone.
Co do kreski jest bardzo przyjemna dla oka. Tryb realistyczny, jak to lubi piszczeć Lisioł, czyli podobnie jak w Frieren czy w Ostatnim Elfie. Miodzio. Postacie są wyraziste, a Cere wyleczyła się nawet z problemów z oczami. Sceny walki dobrze się ogląda – miecze świetlne dobrze się wpasowują w tą stylistykę. Jeśli jednak liczycie na coś więcej typu sceny których nie było w grze, to zapomnijcie. Jedynym dodatkiem są myśli Kestisa. Cal jest kreowany tutaj na początkującego bohatera, więc często jest zaskoczony udaną akcją i stara się nadrabiać pozą. Warto jednak zainteresować się tą mangą. Zwłaszcza że BD jest jedyny w swoim rodzaju *Lisie kiwanie łebkiem z uznaniem*. Mangę można potraktować jak dodatek do serii albo nawet rodzaj gadżetu. Lisioł zamierza zebrać całą serię.
Pierwszy tom obejmuje oczywiście wprowadzenie, Bogano oraz wjazd na Kashyyk. Lisioł z wielką przyjemnością złapał w łapę miecz świetlny i złamał protokół imperialny Z-207, porywając AT-AT. Potem szybki atak na więzienie, po czym lot na Zeffo. Tutaj Lisioł musiał ponownie spotkać się z ciemną stroną mocy (pod postacią wspomnień dotyczących nawigowania po Zeffo w grze). I tak życie jedi się kręci, podczas gdy Greez gotuje.



.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz