Byłem Lisiołem w Pekinie
Byłem Lisiołem w Pekinie
Lisioł z góry Wam piśnie, że nie tak wyobrażał sobie pracę w spółce logistycznej w Chinach. Nocna zmiana, jedna przerwa na posiłek i alkohol żeby zasnąć w ciągu dnia. Z kacem, patrząc na kołyszące się od procentów ulice, Lisioł potuptał na strony książki "Byłem kurierem w Pekinie" pióra Hu Anyan.
Praca przy sortowaniu i etykietowaniu paczek nocą brzmi jak opowieść rodem z obozu pracy. Ocena grupowa - słabszych się wykańcza jak najszybciej, żeby nie zaniżali wydajności - braki w śnie, a wszystko to owocujące problemami zdrowotnymi. Jak się jednak okazało, zdobycie pracy kuriera wcale nie było bardziej "normalne". Zacznijmy od faktu, że firma rekrutuje, nie mając etatów! Potem formalności, przy których okazuje się, że jest gorzej niż w polskiej budżetówce. A to źle pani wysłała, a to księgowa nie ma humoru, a temu się nie chce, a to lepiej jechać do centrali... dom, który czyni szalonym + mnóstwo dniówek wykręcanych za free. Lisioł w końcu dostał swój trójkołowiec na granicy funkcjonalności, rewir oraz etat. Jak się możecie domyślić, są obszary łatwiejsze w obsłudze np. takie gdzie sąsiedzi przyjmują paczki sobie nawzajem oraz takie, gdzie nikt nikogo nie zna. Dorzućcie do tego ciekawy zwyczaj pomijania wpisywania całego adresu na etykiecie z różnych powodów i macie prawdziwe piekiełko. Zwłaszcza, że nowym zawsze zrzuca się tereny najtrudniejsze. W ten sposób Lisioł użerał się z klientami, dla których "zaraz będę" to godzina z hakiem albo przyjedź jutro. Paczki przecież się same nie rozwiozą. Czas, czas, czas, czuć w tekście to napięcie, zdenerwowanie i narastającą frustrację.
Warto dodać, że autor przedstawia też inne miejsca pracy, w których był np. sklep całodobowy, więc możemy przetuptać przez różne części chińskiego rynku. Niekoniecznie będzie to przyjemne, ale na pewno pouczające.
Dlaczego książkę warto przeczytać? Przede wszystkim poznacie życie codzienne w Chinach, które wcale kolorowe nie jest. Zupełnie jakby nie było tutaj żadnych przepisów chroniących pracowników. Co firma to inna wolna amerykanka. Do tego sam Pekin może się Wam wydać bardziej ludzki, śmierdzący, nawet wiejski w wielu miejscach.

Komentarze
Prześlij komentarz